Dziecko pewne siebie

0
344

Jest coś, co sprawia, że wzrasta pewność siebie u najmłodszych. Co? To proste! Dzieci muszą wiedzieć, że my – dorośli im ufamy. Brzmi banalnie? A jednak! Okazuje się, że to nie jest takie proste, łatwe i oczywiste.

Dzieci potrzebują kogoś, kto uwierzy, że to, co przeżywają i czego doświadczają, jest prawdziwe. Po prostu. Kogoś, kto nie tylko słucha, ale i wysłuchuje. Kogoś, kto jest obok. Potrzebują dorosłego, który nie ocenia, nie trywializuje, nie porównuje. Kogoś, kto po prostu jest.

Pamiętajmy, że każde nasze słowo, które umniejsza przeżycia dziecka („Nie przesadzaj!”, „Nie wygłupiaj się!”, „Po co tak to przeżywasz!”, „Inni jakoś nie mają z tym problemów!”, „Ty zawsze masz jakiś problem”), nie daje wsparcia i nie jest podstawą do budowania zaufania. A bez naszej wiary w dziecko nie ma mowy o tym, by dziecko miało wiarę w siebie.

Nasze zaufanie buduje zaufanie dziecka wobec samego siebie. To fundament pewności i wiary we własne możliwości – tak potrzebne na każdym etapie życia i edukacji.

Maria Montessori powiedziała kiedyś: „Nie powinniśmy nigdy pomagać dziecku w zadaniu, które potrafi rozwiązać samo”. To prawda!

Nadopiekuńczość, która najczęściej wynika z miłości i troski, bywa ograniczająca, a w głowie pociechy jest odbierana jako brak zaufania ze strony dorosłego. Gdy wyręczamy dzieci, ograniczamy prawidłowy rozwój ich pewności siebie i wiary we własne możliwości, zdolności i umiejętności. Nadgorliwość rodzica, nadmierna pomoc, bezustanna interwencja i chęć ograniczenia do minimum najmniejszego nawet ryzyka, podszyta najlepszymi nawet intencjami, wyrządza wiele złego.

Dlaczego? Już wyjaśniamy!

W mózgu człowieka istnieje obszar zwany ciało migdałowate. Jako część struktur mózgu emocjonalnego, bywa aktywowane każdorazowo, gdy występuje sytuacja zagrożenia. Druga ważna część mózgu to płat czołowy, który znajduje się w strukturze mózgu racjonalnego. To on w sytuacji zagrożenia odpowiada za pokonanie lęku, aktywizację i zaplanowanie strategii działania.

Jak się to przekłada na codzienność?

Zawsze wtedy, kiedy rodzic, widząc potencjalne ryzyko niebezpieczeństwa, reaguje przerażeniem i krzykiem, ciało migdałowate dziecka przejmuje dowodzenie, a skupienie sterowane przez płat czołowy zostaje całkowicie zaburzone. W konsekwencji pociecha czuje tylko lęk i poczucie  zagrożenia. Przestaje się więc skupiać na realizacji zadania.

Emocje dorosłego przenoszą się na pociechę, ryzyko wzrasta, a nauka samodzielnego radzenia sobie ze stresem – wprost przeciwnie.

Kiedy nie ma więc realnego zagrożenia życia i zdrowia pociechy, a ryzyko jest jedynie potencjalne, dziecko bardziej niż fizycznej ochrony potrzebuje od rodzica zaufania.

My – dorośli pragniemy dać naszym pociechom wszystko, co najlepsze. Chcemy chronić przed negatywnymi doświadczeniami. Tymczasem okazuje się, że najlepsze, co możemy dla nich zrobić, to dać  przestrzeń na samodzielność.

Mechanizm działania jest prosty, przewidywalny i oczywisty. Dziecko ufa swoim rodzicom bezwarunkowo. Gdy oni zaufają i jemu, dając czas i przestrzeń na samodzielne działania, pociecha nauczy się, że może sobie wierzyć. To fundament dla pewności siebie, której dzieci tak bardzo potrzebują zarówno  na starcie, jak i w dorosłym życiu.

A gdy dziecko będzie się dobrze czuło z samym sobą, wówczas nauczy się podejmować właściwe decyzje, trafnie oceniać ryzyko, dobrze radzić sobie z trudnościami i opanowywać emocje w sytuacjach stresowych. Szybko więc uwierzy we własne siły.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here